Wypożyczalnia odtwarzaczy cyfrowej książki mówionej dla osób niewidomych i słabowidzących – Edycja 2016

 

P  O  L  E  C  A  M  Y

darmowy eBook fantasy do pobrania

Książnica Pruszkowska korzysta ze środków Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

Wieją, wieją proporce…

Plon XV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. C. K. Norwida

ISBN 978-83-62144-64-8

 

 

— Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,

Jak namioty ruchome wojsk, koczujących po niebie.

 

 

 

Od wydawcy

 

W tegorocznej, szesnastej już edycji naszego Konkursu, spodziewaliśmy się i proporców, i wawrzynów, i strzelców, i Słów Wielkich – czasami zbyt wielkich. Spodziewaliśmy się też pewnego zmęczenia poetów formułą, jaką narzuciliśmy od pierwszej edycji.

W obu przypadkach spotkała nas – organizatorów oraz Jury Konkursu – miła niespodzianka. Wierszy „tematycznych” nie było wcale tak wiele, a te, które dotarły, były w większości swojej dojrzałe, mądre i piękne. Zaskoczyła nas wszystkich również stosunkowo duża ilość  nadesłanych zestawów. Czyżby wracały dobre czasy dla poezji?

Starzy ludzie powiadają, że nic tak nie sprzyja rozwojowi poezji, jak złe czasy. Nieco łagodniej ujął to Leszek Żuliński, pisząc, że żadne czasy nie przeszkadzają powstawaniu dobrych dzieł.

Niektóre z prezentowanych w naszej antologii wierszy, zakładając złą intencję podczas ich lektury,  mogą wydać się nazbyt śmiałe, zbyt nowatorskie czy niezrozumiałe. Zapewniam, że tak nie jest i pocieszam się słowami Andy Rottenberg:

… nawet najgorsze czy najgłupsze odczytanie nie jest ostatecznie w stanie zaszkodzić samej poezji.

Życząc wszystkim głębokich wzruszeń, liczę na życzliwe przyjęcie tegorocznych wierszy.

 

Grzegorz Zegadło

 

Poezja to siniak

„Poezja to siniak, którego nie przestajesz pieścić” – to jedna z kilku czy kilkunastu fraz, które po tegorocznym konkursie już na zawsze ze mną pozostaną. Z punktu widzenia struktury i funkcji jest to tzw. definicja poetycka, czyli konstrukcja, która ma wyjaśniać doraźne, kontekstowe znaczenie słowa, a więc uwypuklać te – zwykle bardzo nieoczywiste – jego sensy, która w konkretnym jednostkowym użyciu są dla autor szczególnie ważne, wręcz najistotniejsze, konstytutywne, w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu: definicyjne.

                Czy przywołana a definicja jest adekwatna, czy przekonuje? Trudno to jednoznacznie rozstrzygnąć, ale dla mnie okazała się ważna po prostu jako dla czytelnika poezji, a jeszcze bardziej: jako dla jurora pruszkowskiego konkursu. Jako dla czytelnika, bo przecież chyba każdy, kto obcuje z poezją, ma swoim prywatnym kanonie wiersze, które są trudne, które poruszają najgłębsze pokłady naszego wnętrza, które w różny sposób „uwierają”. A mimo to (a może właśnie dlatego) są tymi, do których stale wracamy. Jako dla jurora, ponieważ jest to rola niezwykle niewdzięczna, a przy tym wymagająca wielokrotnej lektury – także (a może nawet przede wszystkim) tego, co w odbiorze niełatwe, obce.

                Już szesnasty raz kwiecień upłynął mi pod znakiem konkursowej poezji. Jak co roku brałem do ręki kolejne kartki z wielu ich dziesiątek, by obcować z czyimś świtem zamkniętym w mniej lub bardziej przykuwającym uwagę i formalnie dopracowanym wierszu. I gdybym robił to li tylko „dla przyjemności”, rzecz byłaby stosunkowo prosta: sterta tego, co jest dalekie mojej wrażliwości, mojemu pojmowaniu tego, czym jest dobra poezja, rosłaby błyskawicznie, a pojedyncze wiersze trafiałyby do grupki tych, które w bliski mi sposób widzą świat i człowieka w nim żyjącego. Jednakże lektura jurora jest inna: musi on w miarę możliwości abstrahować od własnych predylekcji poetyckich i być wyczulony na różne tematy, różne formy, różne języki, aby niezależnie od nich wyszukiwać tego, co najlepsze. Rzecz jasna, nikt nie jest w stanie w pełni uwolnić się od swoich upodobań, ale można przynajmniej próbować je zepchnąć na drugi plan. O tym, że jest to możliwe, świadczy chociażby to, że trzech różnych (i jednak nie całkiem przypadkowych…) czytelników rokrocznie ostatecznie wybiera i nagradza te same wiersze. Czy to jednak znaczy, że są one „obiektywnie” najlepsze? Użyłem cudzysłowu, ponieważ w takiej materii, jak twórczość poetycka, nie sposób mówić o pełnym obiektywizmie oceny, o jednoznacznych, wymiernych jej kryteriach. Jako jurorzy zdajemy sobie z tego sprawę, ale zadanie przed nami postawione musimy wykonać…

                Które nadesłane utwory zauważyliśmy i najwyżej oceniliśmy w tym roku, można się przekonać na kilkudziesięciu wcześniejszych stronach naszego tomiku. Są to, jak widać, wiersze bardzo różne. I to właśnie niezwykła różnorodność była cechą, którą zgodnie podkreślaliśmy. Mieliśmy okazję czytać i modlitwy, i nierzadko bardzo mocne erotyki; i sonety, i pełne częstochowskich rymów pieśni dziadowskie; i stylistycznie dopracowane, kunsztowne formalnie wiersze wpisujące się w genologiczne kanony, i utwory ostentacyjnie łamiące wszelkie konwencje. Co cieszy – bardzo mało było tym razem tekstów, które z poezją tak naprawdę mają niewiele wspólnego: wierszowanych felietonów, politycznych diatryb, luźnych wynurzeń na doraźne tematy. Być może przyczyniły się do tego nasze poprzednie werdykty, które tego typu twórczość pomijały, jak pisał Norwid: „potężnym milczeniem”. Mam nadzieje, że i tegoroczny nasz wybór spotka się z życzliwym przyjęciem uczestników konkursu oraz innych czytelników tego tomiku. Zachęcam do tego, by do niego wracać, ale też do tego, by sięgać po każdą dobrą poezję. Choćby się ją odczuwało jak bolesny siniak.

 

Tomasz Korpysz