Wypożyczalnia odtwarzaczy cyfrowej książki mówionej dla osób niewidomych i słabowidzących – Edycja 2016

 

P  O  L  E  C  A  M  Y

darmowy eBook fantasy do pobrania

Książnica Pruszkowska korzysta ze środków Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

NAGRODA LITERACKA IM. KS. JANA TWARDOWSKIEGO 2016 – Finał

 

IMG_3851

29 maja w Sali Koncertowej Pałacu Sokoła odbył się uroczysty Finał kolejnej edycji Nagrody Literackiej imienia Księdza Jana Twardowskiego

 

Po powitaniu zaproszonych gości, głos zabrał Przewodniczący Kapituły ksiądz Janusz Kobierski i odczytał tegoroczny werdykt, wraz z jego uzasadnieniem.

IMG_3828

 

Następnie Członek Kapituły, Wojciech Kaliszewski przedstawił swoją laudację na cześć Erwina Kruka, nagrodzonego Medalem za całokształt twórczości.

IMG_3833

 

Laudację dla tegorocznego zwycięzcy – Adama Wagi – wygłosił ksiądz Janusz Kobierski.

IMG_3842

Po wręczeniu nagród i dyplomów nastąpiła część artystyczna wieczoru, w której obejrzeliśmy spektakl poetycki w wykonaniu Teresy Lipowskiej i Grzegorza Gieraka – Za zielonymi drzwiami, na który złożyły się wiersze księdza Twardowskiego i wspomnienia Teresy Lipowskiej.

IMG_3862

Uroczystość dopełniło spotkanie towarzyskie z kwiatami, autografami i pamiątkowymi fotografiami.

IMG_3878

IMG_3887

IMG_3888

Fotografował Tomasz Malczyk – Głos Pruszkowa. Więcej fotografii w naszej Galerii.

 

Wojciech Kaliszewski

 

 

Obecne, trwałe, ludzkie

 

 

Laudacja wygłoszona 29 maja 2016

roku podczas wręczania Medalu im. ks. Jana Twardowskiego  Erwinowi Krukowi

za całokształt dokonań poetyckich.

 

Na początku wydanej w 1989 roku Kroniki z Mazur Erwina Kruka znalazło się jedno z najważniejszych zdań w polskiej literaturze powojennej: „Co miało się zdarzyć, to już się zdarzyło.” Waga tego zdania polega na tym, że scala ono w jedną nierozerwalną całość sens pisarskiego trudu, sens budowania opowiadania z wymiarem świata realnego. Jedno zanurzone jest w drugim. To, co opowiedziane jest „zdarzone” w tym, co „już się zdarzyło”. Przyszłość istnieje w tym, co przeszłe. W twórczości Kruka cały świat zmysłów, duchowych napięć, psychologicznych i biologicznych doświadczeń to nie tylko świat przedstawiony, ale także świat rzeczywisty. Rzeczywisty w tym znaczeniu, że trzymający się granic prawdy, która nigdy – nawet w najbardziej tragicznych chwilach – nie jest – choć często wydaje się inaczej – ponad miarę ludzkich możliwości. A zmierzyć się z prawdą w tym, co „już się zdarzyło” znaczy tutaj tyle, co pokonać własny lęk i po ludzku odnaleźć się w „zdarzonym”.

Bohater Kroniki z Mazur ma za sobą przeszłość odbierającą prawo do nieprzerwanego istnienia. „Powoli, bezgłośnie i prawie niezauważenie zaginęła kraina jego narodzin. Jeżeli jeszcze nie do końca, to tylko dlatego, że on sam, mając świadomość kresu, był na tyle bezradny, by mieć pragnienia, aby tej wiadomości nie przyjmować do siebie. Wciąż jeszcze żył, a niepokój serca każdym uderzeniem przypominał, jak trudny to i zwodniczy bieg, żeby cokolwiek z tego, co uległo zatraceniu, wyszarpać z ciemności, spod trawy zapomnienia.” Ten fragment Kroniki jest fragmentem pisarsko wydestylowanym z pełnej, ciężkiej od zdarzeń biografii samego pisarza. Minęła właśnie siedemdziesiąta piąta rocznica jego urodzin. Erwin Kruk przyszedł na świat 4 maja 1941 roku w Dobrzyniu koło Nidzicy. Przyszedł na świat w świecie, który dla niego i na jego oczach stawał się antyświatem, w którym wszystkie prawa psychicznego ciążenia i uczuciowej równowagi zostały zakłócone i pogwałcone, a co budziło podejrzenie o związki ze starym światem było starannie karczowane tak, aby kraina Warmii i Mazur stała się krainą pustą, bez Warmiaków i Mazurów. On sam, Erwin Kruk, był takim zbędnym odrostem starego mazurskiego świata, ludzko-leśno-wodnego stanu, który  był tam od zawsze, ale który po wojnie topniał w oczach. Mimo to nie stał się pędem nowego, trwał i  przetrwał, przechowując w sobie archaiczne znaki, przeżył, mieszkając  w nieprzytulnych internatowych i obcych pokojach aż do lat sześćdziesiątych, do czasów studiów na toruńskiej polonistyce, uparcie szukając swojego miejsca na ziemi.

Studia filologiczne nie były przypadkowe.  Kruk hartował swój upór właśnie w słowach, często odwróconych od świata , „ milczących” bo – jak potem napisał – „Z uporem milczę przeciw upokorzeniu”. Tak formowała się jego poetyka, tak oswajał się z mówiącym milczeniem, i tak ostatecznie zaczął pisać, drukując najpierw pod pseudonimem Marek Doski w tygodniki „Na przełaj” w 1958 roku, żyjąc w świecie, który żył w jego pamięci.

Pierwszy tom wierszy Erwina Kruka – Rysowane z pamięci – ukazał się w 1963 roku. To, co tężało w milczeniu przez lata, co rosło w siłę wewnętrznego oporem i przekształcało się w postawę człowieka wolnego, znalazło tutaj swój wczesny, ale już przecież dojrzały wyraz:

Tak miłość doświadczyła mnie zbyt wielka –

i najpiękniej pokochałem śmierć,

krajobrazy z popiołem, ze zwęglonym słońcem:

i chyba osypią się na rzekę, która zwiędnie

po korzenie ryb. Może spełnię się ziemią?

Pytanie postawione na początku pisarskiej drogi, wyznacza to, co w całej późniejszej twórczości Erwina Kruka będzie najważniejsze:  związek słowa z obecnością tu i teraz, z fizycznym i fizycznie odczuwanym trwaniem w świecie realnym, z pejzażem, z przestrzenią znaczoną starymi, zacierającymi się powoli drogami leśnymi, z ziemia.

Erwin Kruk pisarz, człowiek, poeta i prozaik powiedział: zostaję. Powiedział to prosto, czując ciężar tego, co się stało z ludźmi, miejscami, rozpoznając bardzo wyraźnie znaczenie czasu przeszłego. Już wtedy w jego twórczości  – choć może nie wprost – nieustannie wybrzmiewało przytoczone tutaj na początku zdanie „co miało się zdarzyć, to już się zdarzyło”. Na tym dramatycznym dokonaniu Kruk budował swoją teraźniejszość. Panorama świata, który minął – północnego jak często mówiono i pisano, szukając jakiejś trafnej formuły dla pisarstwa Kruka  – nie była konstrukcją literacką, ale panoramą własnego doświadczenia biograficznego. Kruk odsłaniał i robi to nadal nieustannie w swoim pisarstwie kolejne zasłony ukrywające to, co przytuliło się do paska wąskiej mierzei „Miedzy lądem a morzem/Miedzy niebem a ziemią.” Odsłaniał drogi i bezdroża krainy Nod, kraju wygnańców i błądzących, kraju którego jest mieszkańcem.

Oś geograficzna kierująca uwagę ku północnym przestrzeniom nasuwa analogię z pisarstwem Faulknera, z jego pamięcią o zacierającym się świecie południa Ameryki. Ale to nie tylko czysto geograficzne podobieństwo. Kruk patrzy, widzi i myśli podobnie do autora Światłości w sierpniu. To jest ten sam trop prowadzący do ocalenia i scalenia tego, co pęknięte i zburzone.   Jeśli potraktować Faulknerowski świat Południa jako wyrazistą wizję powszechnych przemian wstrząsających dzisiejszym światem, to twórczość Erwina Kruka – tak bardzo osobista- rozwija się w tym samym kierunku.  W tym zresztą przejawia się jej wartość uniwersalna. Bo tylko z głębokiego przeżycia własnej historii, ze zrozumienia historii lokalnej i czasu rodzinnego może wypłynąć rzeczywiście głęboki strumień niosący prawdę o człowieku i świecie. W tym znaczeniu twórczość Erwina Kruka jest lokalna, „północna”, wpisana w wewnętrzne napięcia Warmii i Mazur oraz wspólna, powszechna, odnosząca się do każdego.

Ta podwójna prywatno-uniwersalna perspektywa jest stale obecna w twórczości Erwina Kruka. Zaznacza się w  wydanej w 1976 roku powieści Pusta noc, jest w tomie wierszy Moja północ z 1977 roku i w następnych – Z krainy Nod, w Znikaniu i w niedawno wydanej, po dekadzie poetyckiego milczenia Nieobecności. Jednocześnie ta perspektywa zakreśla granice wspólnocie mowy, myśli i pamięci. Nie da się bowiem – powiada Kruk – oddzielić życia od głosu sumienia: „Kiedy już nie wiadomo, co czynić,/Ciągle jeszcze powtarzam: czyń dobrze, /Bo kiedy zamilkniesz, zapomnisz głosu.” Dlatego Erwin Kruk w poezji utrwala nieobecną obecność, mierzy się z niepamięcią w imię porządku trwania, porządku utraconego domu, widoku z okna i ciepła z własnego pieca. To niełatwe, bo czas nie zaciera śladów, on je tylko przesłania.

Gdy zamiast o miłości piszę o nieobecnych,

to  nie po to, by śmierć uwielbiać,

ale by przywoływać tych, którzy dalszego życia nie doznali.

Erwin Kruk jest pisarzem, który zawsze upominał się o tych, którzy o sobie nic już powiedzieć nie mogą. Jego pisarstwo to pisarstwo żywej pamięci, pamięci o tym, co „bezbronnie ludzkie” bo jak sam kiedyś napisał: „W słowie poetyckim przecież wciąż szuka swego wyrazu uczucie niezniszczalnej jedności życia”.

 

 

Poeta – niespodzianka

 

Laudacja wygłoszona 29 maja 2016

roku podczas wręczania Medalu im. ks. Jana Twardowskiego  Adamowi Wadze 

za najlepszy tomik poetycki 2015 roku „Samosiew”

Z rzadka co prawda ale zdarzają się poeci – niespodzianki. W czym to się przejawia w przypadku Adama Wagi? Po pierwsze w tym, że debiutancki tomik wierszy wydał mając 68    lat. Po drugie już tą pierwszą książką pt. „Obol” wprawił krytyków w zdumienie, a mówiąc dokładniej – w zachwyt. Świadczą o tym recenzje, które się ukazały wówczas, a także następne – po dwóch kolejnych zbiorkach („Chromając” oraz „Samosiew”). Wydał ich w sumie trzy. Nagrodę tegoroczną otrzymuje za trzeci tomik „Samosiew”.

Tomik „Chromając” w ubiegłym roku był nominowany do nagrody głównej w Konkursie „Orfeusza”.

(Pierwsze wydanie „Obola” miało miejsce w 2007 roku (OW ŁośGraf), zaś w 2012 roku nastąpiło wydanie redakcyjne książki z nowelą Mariana Pilota pt. „Postanowienia końcowe”.)

Adam Waga. Do niedawna nic nam nie mówiło to nazwisko. Okazuje się, że to pseudonim literacki Klemensa Górskiego. A mówiąc dokładniej Waga to rodowe nazwisko oraz nazwa rodzinnej miejscowości.

Czym się wyróżnia poezja Adama Wagi od wierszy innych autorów? Pytanie zasadne. Inni przecież też piszą wiersze, nierzadko bardzo dobre. W czym więc tkwi tajemnica? Ano w tym, że on pisze tak, że aż dech zapiera. W nich jest ponadto wiedza całego dotychczasowego życia. Mówi jakby na ostatnim oddechu, o sprawach najważniejszych. Mówi o tym, o czym inni nie mówią. Na dookolną rzeczywistość patrzy tak, jak inni nie patrzą. Czytelnik zaskoczony momentalnie wie, że ma do czynienia z treściami ogromnie ważnymi. I że nie można przejść obok nich obojętnie. Te wiersze zmuszają do uwagi.

I to nie dlatego, że treść ich ma charakter jakby pożegnalny, rozliczeniowy z najbliższymi osobami rodziny… również ze sobą, ale z powodu wyrażeń o mocy zdań ostatecznych. To rozliczenie z życiem, które powoli się kończy. Spojrzenie na nie jest wyraziste, w terminologii fotograficznej mówi się – ostre. To poezja zmuszająca wręcz do zatrzymania się, do refleksji, do przemyślenia również swojego życia. Takie wiersze może sformułować tylko ktoś, kto zdobył w życiu mądrość. Utwory pisane są językiem prostym, oszczędnym, nawet surowym. Chce się powiedzieć chirurgicznym w swej precyzji. Nie  ma tu ozdobników stylistycznych. Nic nie przykrywa ich treści. Żadnej warstwy wierzchniej nie musimy zdejmować, by dostać się do cudownego miąższu prawdy – o człowieku, o jego życiu, o świecie. Taki język wzbudza uznanie, a nawet podziw.

Adam Waga to człowiek który z literaturą, jako krytyk, redaktor, wydawca i poezji znawca, związał bez mała całe swoje życie. Jako poeta ukrył się pod pseudonimem i postanowił zaprezentować czytelnikowi i krytykom tylko swoje wiersze.

Ten poeta od pierwszej linijki pierwszego zbiorku głosi prawdę, staje po stronie prawdy –

tak bardzo zafałszowywanej w obecnych czasach, zwłaszcza w ostatnich latach. Widzimy jaki bój trzeba toczyć każdego dnia, by ocalić choćby odrobinę prawdy. Bardzo gorzko pisze o tym Adam Waga.

Oto fragment jego wiersza:

 

Nasza mowa fałszywa,

swoje myśli ukrywa.

Każde „nie” ma sto znaczeń

i tyleż przeinaczeń.

Każde „tak” również kłamie,

nosi oszustwa znamię,

kluczy i bałamuci,

żeby prawdę odrzucić.

 

To główne zadanie dla poety. To misja, której nie wolno się sprzeniewierzyć. Adam Waga jest jej wierny.

Tak, gorzką mądrość zawiera ta poezja. I kolejna końcowa konstatacja jest ta, iż kruche poetyckie słowo ma jednak wielką moc.

Warto na koniec jeszcze przypomnieć przesłanie Zbigniewa Herberta, które tak bardzo koresponduje z omawianą przeze mnie poezją Laureata: Królestwem poety jest bezbronność prawdy, od jej kropli kruszeje skała i miecz.

 

 Janusz Adam Kobierski

 

 

 

Za zielonymi drzwiami ulotka 1www

Za zielonymi drzwiami ulotka 2www